popatrz jest listopad. tyle sie pozmieniało. nie mam nawet czasu usiasc spokojnie na dupie i odpoczac. nastepna bliska osoba odeszła, uwielbiam ten rok. 2 tygodnie i nagle znikasz, jakie to jest cudowne. a ja siedze i nic na to nie poradze, musze uzerac sie z kolejnym projektem, kolejna plansza do oddania. na szczescie nie ma porannych zajec, wstałam rano, zanurzyłam sie w cieplutkiej wodzie. robie obiad i mimo ze jest dopiero 12.30 to popijam sobie wino z kieliszka. co tam podstawy projektowania o 15!
w moim pokoju jest równie wielki balagan co w moim zyciu. nie da sie przejsc spokojnie tak by sie o nic nie potknac, dokladnie jak w mojej glowie - nie da sie ominac niektorych mysli. moze powinnam zrobic porzadek chociaz w pokoju? nie chce mi sie, czuje sie tak przytulnie, chociaz nie mam miejsca na nic. mysle ze jestem typem zbieracza i za kilka miesiecy bede w programie na tlc z zagraconym pokojem i nie bedzie mozna mnie tu znalesc.
w weekend spotkałam N. swego czasu robiłysmy sobie maratony typu "upodlij sie ile mozesz i zobaczymy ile wytrzymasz". Obie zostalysmy do tego gowna wciagniete przez swoich najlepszych przyjaciol. Dobrze nauczyli nas ze impreza o trzezwym umysle to nie impreza. Z reszta doprowadzali nas do takiego stanu ze wolałysmy nie myslec. po jakims czasie przeniosło sie to na codzien. Małe odwiedziny na kawe, to jednak drink, potem troche wyjarac, małe wyjscie na miasto, kryształki naszymi przyjaciołmi, rozmowy z kosmsu, jednak nocowanie, nie wracamy do domu, znowu miasto, musimy sie wytanczyc, powrot do niej, znowu rozluznienie. Nadal sie zastanawiam jak moj organizm to ogarnal. Mimo ze mialysmy smutne tematy do rozmow i moglysmy zle skonczyc to bede zawsze dobrze wspominala chodzenie za rece, zachwianym krokiem po długiej. Dobrze bylo ja widziec w lepszym stanie, chociaz chwila rozmowy utwierdzila mnie w tym ile ja to kosztuje.
i ze teskni za ta "latwoscia sytuacji" jak ja.
bo caly czas mam w glowie jedna mysl: po co to wszystko, moglam zyc bez swiadomosci z latwoscia?
środa, 23 listopada 2011
piątek, 7 października 2011
***
tak sie zastanawiam, czy ja mam wypisane na twarzy "lece na dziwnych facetow"? ile razy jeszcze uslysze o jakis problemach psychicznych, o dziwnej przeszlosci, bede obserwowac jak ktos sie stacza? albo o, obecna sytuacja. mam cos z zajetymi kolesiami.
no wiesz mi sie psuje juz z nia, wogole nie mozemy sie dogadac i fajnie ze tak z toba teraz gadam. chodzmy na koncert. albo nie. chodzmy na piwo. nie nie nie, przeciez nie moge, mam dziewczyne. ale jestes tylko moja znajoma nie? naprawde chcialbym ale sama rozumiesz. dobra chodzmy na to piwo, ale nie do x i y bo tam nas znajomi zobacza i beda gadac, wiesz jak to jest ok? biedna ty moja kochana dobrze ze masz wolne odpoczniesz sobie, szkoda wlasciwie ze nie idziemy na koncert ale widocznie takie bylo przeznaczenie moze mamy inna plany? zaluje ze nie odpoczniesz ze mna dobra uciekam pracowac kochana
badz tu madrym. wlasciwie, normalnie to mialabym w dupie ze ma dziewczyne. nie takie rzeczy stawaly mi na drodze. ale jestem juz zmeczona.
jestem zwyczajnie wszystkim zmeczona.
no wiesz mi sie psuje juz z nia, wogole nie mozemy sie dogadac i fajnie ze tak z toba teraz gadam. chodzmy na koncert. albo nie. chodzmy na piwo. nie nie nie, przeciez nie moge, mam dziewczyne. ale jestes tylko moja znajoma nie? naprawde chcialbym ale sama rozumiesz. dobra chodzmy na to piwo, ale nie do x i y bo tam nas znajomi zobacza i beda gadac, wiesz jak to jest ok? biedna ty moja kochana dobrze ze masz wolne odpoczniesz sobie, szkoda wlasciwie ze nie idziemy na koncert ale widocznie takie bylo przeznaczenie moze mamy inna plany? zaluje ze nie odpoczniesz ze mna dobra uciekam pracowac kochana
badz tu madrym. wlasciwie, normalnie to mialabym w dupie ze ma dziewczyne. nie takie rzeczy stawaly mi na drodze. ale jestem juz zmeczona.
jestem zwyczajnie wszystkim zmeczona.
czwartek, 29 września 2011
***
strasznie dziwne uczucie, budzic sie z mysla "ide dzisiaj na randke". no tak nie jestem do tego raczej przyzwyczajona. nigdy nie byłam na prawdziwej randce. dzisiaj wlasciwie tez nie bede. w koncu, podwójna randka to tez nic normalnego? ale wracajac do tego co mnie gryzie. biorac pod uwage fakt ze nigdy nie bylam na normalnej randce, rozwaliła mnie jedna, przyziemna, normalna rzecz. nie mam pojecia jak sie ubrac. moje zwiazki zazwyczaj brały sie z tego ze kreciłam z facetem, a jakos potem wychodziło ze po seksie zostawałam na dłuzej niz na sniadanie. a teraz nie wiem co z robic. mało czasu mi wlasciwie zostało a ja siedze w koku ala Amy Winehouse, wczorajszym makijazu na 3/4 twarzy rozmazanym i dresie. wypadałoby sie ogarnac. w koncu P. mnie prosiła, bym wygladała ładnie. czyli jak?
boze to bedzie strasznie dziwne, przeciez ja nie jestem normalna dziewczyna.
boze to bedzie strasznie dziwne, przeciez ja nie jestem normalna dziewczyna.
środa, 28 września 2011
***
nie tylko ja sie zmieniam, zdecydowanie. kilka miesiecy temu byłam swiecie przekonana ze wiem kto jest przyjacielem, kto mnie nie zawiedziec, bylam pewna swojego zwiazku, swoich przekonan, tego czego pragne. wlasciwie to wszystko ciagnie sie jak ciaza. bo musiałabym sie chyba cofnac o 9 miesiecy, by byc kims kto jest w stanie powiedziec: "jestem szczesliwa". tak mi sie wydawało. wydawalo mi sie ze mam przy sobie ludzi ktorych kocham, ktorzy beda przy mnie zawsze. głupie wmawianie sobie. pierwszy zawód na przyjaciółce ktory zapowiadał nagłe oprzytomnienie ze tak było zawsze. spojrzenie zbyt trzezwym okiem na własny zwiazek: tkwienie w czyms co tak naprawde wyglada dobrze tylko z zewnatrz. zdrada, ucieczka do kogos innego. probowanie odsuniecia od siebie wszelkich złych uczuc. smierc babci. odstawienie jakichkolwiek uczuc, w koncu straciłam najwazniejsza osobe w zyciu. łykanie garsciami leków uspokajajacych. ciagniecie szopki pt "moje cudowne zycie". seks, weekendowe siedzenie z winem w łózku w hotelu. powoli stwarzam sobie role. usmiecham sie, plotkuje, trzymam słodko za rękę. w rzeczywistoci niszcze sie wieczorami jak nikt nie widzi. kwiecien, w koncu koniec zwiazku ktory tak naprawde od dawna nie istniał. nagle przypominam sobie ze za 2 tygodnie egzaminy, ale impreza trwa. 2 tygodnie stresu, tydzien niesamowitego odciecia od swiata. melanz ostateczny. okazuje sie nei tak ostateczny w kazdym sensie. przedewszystkim ostateczny jezeli chodzi o wiekszosc znajomosci. w koncu juz nigdy nie bedzie tak samo. i dobrze, bo tydzien temu, ci wszyscy ludzie, działali mi tylko na nerwy. ja nie mam siły.
w koncu ja tez działam na nerwy.
caly czas wymyslam.
i jestem ta brzydsza kolezanka.
jezu, jakim cudem ja moglam uwazac ze jestem szczesliwa?
w koncu ja tez działam na nerwy.
caly czas wymyslam.
i jestem ta brzydsza kolezanka.
jezu, jakim cudem ja moglam uwazac ze jestem szczesliwa?
piątek, 23 września 2011
***
zawsze wiedzialam ze jestem popieprzona ale chyba jeszcze nigdy nie byłam w takim stanie jak jestem w obecnej chwili. od kilku tygodni patrzac rano w lustro ledwo poznaje ta blondyne ktora z niego na mnie spoglada. mimo ze nie zmienilam sie własciwie nic jezeli chodzi o wyglad zewnetrzny. ale to juz nie ta sama osoba sie odbija. skóra bardziej szara oczy zmeczone bez tego błysku nawet kolor wydaje sie juz nie byc taki wyrazny. niby sie nie zmienilam a postarzalam sie chyba o milion lat. tak sie czuje. ostatnie tygodnie zdecydowanie namąciły mi w głowie. seks alkoholm uzywki. wszystkiego za duzo i zbyt szybko. teraz siedze i zastanawiam sie nawet czy mysli sa moimi wlasnymi czy juz na tyle dobrze opanowalam udawanie kogos innego ze wogole nie wychodze z roli.
ostatnio pierwszym pytaniem rano jakie sobie zadaje jest:
kim dzisiaj jestem?
ostatnio pierwszym pytaniem rano jakie sobie zadaje jest:
kim dzisiaj jestem?
Subskrybuj:
Posty (Atom)